Zespół stresu postmemetycznego

Mem, a w zasadzie to-co-obecnie-rozumiemy-jako-mem, czyli obrazek z zabawnym/strasznym/demaskatorskim/whatewa podpisem stał się nowotworem internetu. Nawet chcące uchodzić za poważne polskie portale internetowe chętnie wybierają mniej (częściej) lub bardziej (niezmiernie rzadko) wyselekcjonowane memetyczne komentarze stworzone przez internautów.

Chciałoby się napisać – nie zawsze tak było.
Ale, jako że jeden obraz wart jest więcej niż tysiąc słów – taki rozwój wydarzeń był łatwy do przewidzenia, podobnie jak ożywienie obrazu – ale nie o tym jest ta notka.

Problem z memami jest taki, że wraz z ich umasowieniem ewolucja staje się raczej dewolucją. Nie należy oczekiwać narodzenia się memopisa z polotem Monty Pythona. To znaczy on pewnie się pojawi, ale w nawale upośledzonych memów o sraniu i seksie zniknie jako kompletnie niezrozumiały.

Zresztą internety są takim nowym średniowieczem nie tylko dlatego, że jako medium stanowią odpowiednik łaciny, ale również z powodu anonimowości memoskryptów. Przy czym tu nic nie zostanie.

Poza zespołem stresu postmemetycznego, nerwowego oczekiwania na to, że za moment nasze życie w jednym ujęciu wyląduje na demotywatorach.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s